Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/pod-wiedza.turek.pl.txt): Failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server933059/ftp/paka.php on line 5

Warning: Undefined array key 1 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 13

Warning: Undefined array key 2 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 14

Warning: Undefined array key 3 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 15

Warning: Undefined array key 4 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 16

Warning: Undefined array key 5 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 17
Ale nie dziś.

– Jak tam sprawa Springer? – zapytał.

Ale nie dziś.

poradzić. – Po to dzwoniłeś? – zapytała. – Chodzi o sprawę?
więcej czasu z psem męża niż z nim samym.
postawiła torebkę na podłodze. - Domyślam się. - Trochę jak w kiepskim filmie. Bardzo kiepskim filmie. Uśmiechnął się i oprócz napięcia zobaczył w jej oczach cień rozbawienia. Więc miała poczucie humoru. Świetnie. - Przychodziłam tu przez dwa i pół roku, ostatni raz byłam kilka miesięcy temu i zawsze zastawałam Rebekę, to znaczy doktor Wade, siedzącą w tym fotelu. - Caitlyn wskazała na fotel stojący przy biurku, wzdrygnęła się i potarła ramiona, jakby przeszył ją chłód niepokoju. Zakładając nogę na nogę, bezwiednie odsłoniła na moment kawałek łydki. Z pewnością musiała zdawać sobie sprawę, że jest uderzająco piękną kobietą... A może jednak nie była tego świadoma? - Dzisiejsze spotkanie powinniśmy chyba poświęcić na zapoznanie się ze sobą - zaproponował, zbierając myśli. - Co pani na to? Najpierw ja się pani przedstawię, a potem pani opowie mi o sobie. - Tak jak w tej starej dziecięcej zabawie? Ty mi pokażesz, to i ja ci pokażę? - spytała i nagle umilkła, zawstydzona podtekstem tych słów. - Nie posuniemy się tak daleko. W każdym razie nie dzisiaj. - Całe szczęście. Nie jestem pewna, czy byłabym w stanie posunąć się tak daleko. - Odgarnęła włosy z twarzy i uśmiechnęła się słabo. Nie tak to sobie zaplanował. Przesunął się na fotelu w stronę małego stolika, na którym stał dzbanek z mrożoną herbatą i czajnik elektryczny. - Kawa? Mam rozpuszczalną. A może herbata? - zapytał, a Caitlyn potrząsnęła głową. - Nie, dziękuję. Chociaż może poproszę o herbatę. Ale gorącą. Nalał do kubka wrzątku i podał jej wraz z łyżeczką i torebką herbaty. - Przepraszam, ale właśnie skończył mi się miód, cytryna, śmietanka i cukier, a nawet słodzik. - W porządku. Jestem ascetką. - Zanurzyła torebkę i odchyliła się na krześle. Znów zachwycił się jej urodą. Cerę miała jasną, ciało zgrabne i gibkie. Na prostym nosie kilka bladych piegów, duże, piwne oczy, ocienione długimi rzęsami, przez moment, pewnie za sprawą światła, wydawały się zupełnie zielone. Zmarszczyła brwi, jakby pogrążyła się w niespokojnych myślach. Wreszcie popatrzyła na niego. - Myślałam, że opowie mi pan trochę o sobie. - Jasne. - Uśmiechnął się. - Ale obawiam się, że panią zanudzę. Urodziłem się i wychowałem w Wisconsin, studiowałem w Madison, potem doktoryzowałem się w Michigan. Przez kilka lat wykładałem na uniwersytecie, a potem założyłem prywatną praktykę. Pracowałem w dystrykcie Kolumbii i właśnie zastanawiałem się nad przeprowadzką, kiedy Rebeka zaproponowała, żebym przyjechał tutaj. Savannah wydało mi się interesujące. To prawdziwa odmiana. Więc zdecydowałem się zaryzykować. - A co z pańskimi pacjentami? Uśmiechnął się szeroko. - Stanęli na własnych nogach. - Wszyscy wyleczeni? Ot, tak? - zapytała, pstrykając palcami. - Psychozy, depresje i wszystko inne? - Wyleczeni? Hm. To pojęcie względne, ale tak, większość z nich jest w dość dobrym stanie. Kilku z nich skierowałem do moich kolegów po fachu. - Jak długo jest pan tutaj?
Szczęście, że nie pociągnęła cię za sobą. Nie pojmuję tego. Śledzi cię i znika. I dlaczego tak
ładna. Smukła, zwinna, o sylwetce długodystansowej biegaczki, którą kiedyś była. Corrine
– Poczekaj! – zawołał za nią.
Bentz w pierwszej chwili nie odpowiedział, starał się opanować gniew. Rzeczywiście nie
– I zjawiasz się ni z tego, ni z owego. I prosisz o przysługę.
opóźniony lot.
jeśli chodzi o Jennifer, że nie zdawał sobie sprawy z tego, co ma, że żyje u boku kobiety,
– Coś nie tak?
burtę na bezkresnym oceanie.
– Bliźniaczki? – Mówił powoli mimo adrenaliny buzującej w żyłach. – Identyczne?
– Poczekaj! – zawołał za nią.

Widząc jego minę, żałuje, że zadała to pytanie. Ten zapatrzony w siebie przystojniak pewnie sądzi, że jest o niego zazdrosna.

postacią. Pokocha ją jeszcze mocniej. Zrozumie, że są sobie przeznaczeni.
- Za jakieś pół godziny. Właśnie zastanawialiśmy
Teraz siedzieli przez chwilę w milczeniu, a potem Theo wstał,
uliczni mordercy. A potężny John Powers mści się na wszystkich z powodu
– Podlewam kwiaty.
– Już wkrótce. Gdybym w ciągu tygodnia nie przekazał pani żadnej
– Porucznik Sims miał telefon dziesięć minut temu i musiał wyjść.
– Ryan – szepnęła do siebie. – Lakeshore Drive 361, Mandeville.
– Dobrze. Tylko nic jej nie rób.
– Same dobre rzeczy. Hymn pochwalny na pani cześć – zapewnił ją i
usiadła na stołeczku i zaczęła opowiadać bajkę, celowo zniżając
– Myślałam, że cię straciłam.
Richard Blackthorne robi, co chce. Guzik go obchodzi reszta
chyba niepokoić sąsiadów.
Julianna wstrzymała oddech. Jej Richarda?

©2019 pod-wiedza.turek.pl - Split Template by One Page Love